Pornograf dla jednej kobiety, przywódca duchowy dla drugiej

Sama nie wiem, jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie oglądałam kultowego niegdyś serialu ,,Seks w Wielkim Mieście’’. Pamiętam że jakieś dziesięć lat temu próbowałam obejrzeć jeden odcinek, ale byłam chyba na zupełnie innym etapie życia i kompletnie nie potrafiłam się odnieść do ich problemów. Dziesięć lat później ich rozmowy są nie tylko nieco bardziej dla mnie zrozumiałe, ale nawet ze zdziwieniem stwierdzam, że trzydziestokilkulatki z Nowego Jorku niewiele się różnią od trzudziestokilkulatek z Londynu…

W serialu uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, randkowanie w latach 90. w Nowym Jorku wyglądało bardzo podobnie, jak randkowanie w Londynie dwadzieścia lat później. Ale ja nie o tym; ten temat zasługuje na osobny tekst. To, co najbardziej przykuło moją uwagę, to przyjaźń między kobietami, które charakterami bardzo się między sobą różnią…a mimo to są w stanie kultywować przyjaźń, która opiera się na wzajemnym wsparciu, wysłuchaniu i po prostu byciu razem. Piękna przyjaźń czterech kobiet, która potrafi przetrwać próbę czasu. Ogarnia mnie nostalgia.

Dziewczyny mają różne punkty widzenia, różnie podejście do spraw. To, co mnie urzekło w ich przyjaźni, to to, że nie tylko szanują te różnice poglądów, ale wręcz są dla siebie oparciem w wielu sytuacjach – nawet, jeśli nie do końca zgadzają się ze swoimi decyzjami. Są tam dla siebie w ciężkich momentach, aby ugasić pożary, zażegnać dramaty, podać chusteczki czy lampkę wina.  ,,Pornograf dla jednej kobiety, Dalai Lama dla drugiej’ (,,One woman’s pornographer is another woman’s spiritual leader’’) zgodnie stwierdzają dziewczyny i zamiast rozdrabniać się nad tym, co je różni, skupiają się na tym, co może je łączy : bycie kobietami.

Przyjaciółki od zawsze stanowiły ważną część mojego życia. Tak po prostu miałam. To były takie siostry, tyle że zamiast się kłócić o ciuchy, dzieliłyśmy się sekretami, chodziłyśmy tam, gdzie nie powinnyśmy, no i przede wszystkim byłyśmy dla siebie wsparciem niezależnie od sytuacji – nawet, jak nasze zachowanie można by określić jako po prostu głupie. To przyjaciółkom opowiada się o wzlotach i upadkach, o udanej, tudzież nieudanej randce i w szczegółach analizuje po raz setny jedną i tą samą wiadomość.  Od zawsze również wiedziałam, że niestety niektóre przyjaźnie mogą przetrwać tylko jako osobna forma związku. Ja i Przyjaciółka.  Że w tych przyjaźniach nie ma miejsca na pewne osoby trzecie. Że mój związek Ja i Przyjaciółka  lub Ja i Przyjaciółka 2 nigdy nie stanie się trio pod tytułem Ja, Przyjaciółka i Przyjaciółka 2. Że przyjaźnie, które próbujemy łączyć, często nie są możliwe do połączenia.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać i postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment socjalny wśród kobiet.

Na początku chyba sporo zapytanych odebrała pytanie dość osobiście. ,,Nie wydaje mi się, abym oceniała w taki sposób inne kobiety, jestem otwarta i tolerancyjna’’ – padło kilka razy. No tak, ale mi nie chodzi o to, czy możemy po prostu zdzierżyć obecność innych kobiet, tylko o to, czy jesteśmy w stanie utrzymać prawdziwą przyjaźń w jednym gronie składającym się z kobiet o kompletnie innych osobowościach.

Nagle usłyszałam: ,,No miałyśmy zorganizować imprezę, ale Kasia jest chyba nie bardzo w stylu Basi, a i Basia nie jest za bardzo w stylu Kasi – więc nic z tego nie wyszło’’. Aha. Czyli jednak. W realnym życiu ciężko pogodzić różne osobowości?

Jedna z moich koleżanek opowiedziała mi dość pocieszająco historię. Cztery koleżanki, których znajomość na pierwszym roku studiów przerodziła się w przyjaźń na całe życie – pomimo, iż różnice między ich osobowościami można porównać do tych w serialu.  Pomimo, iż po latach są w różnych częściach świata, jeśli uda im się spotkać, to potrafią znów poczuć się jak kwartet, w którym cztery instrumenty grają zgodnie, chodź każdy w swoim tonie.

Tak więc być może chodzi o wiek? Czy w prawdziwym życiu na późniejszych etapach życia (po studiach), jest już za późno, żeby stworzyć przyjaźnie z kilkoma kobietami na raz, kobietami, które nie koniecznie mają podobne charaktery, temperamenty i oczekiwania? Czy w dorosłym życiu jesteśmy zbyt zajęte, zbyt oceniamy albo zbyt ze sobą konkurujemy? Czy po prostu nie starcza nam cierpliwości na pielęgnowanie przyjaźni w większym gronie?

Być może ma to coś wspólnego z faktem że chyba nikt nie ocenia kobiet surowiej niż kobiety. Nie dlatego, że tak nam narzuca otoczenie, rodzina, czy praca ale dlatego, że mamy jakiś taki pierwiastek, który nie pozwala nam zrelaksować się we własnym otoczeniu. 

Tak, wiem że to serial i że w życiu często nie jest tak idealnie. Nawet dziennikarka, która pisała jeden tekst tygodniowo, zarabiała wystarczająco, żeby mieć na buty kosztujące 800 dolarów i sporej wielkości mieszkanie na Manhattanie.  Ale i tak czuję jakieś dziwne uczucie nostalgii, gdy patrzę na ich rozmowy, niesnaski i to, jak po prostu potrafią kultywować wspaniałą przyjaźń, mimo iż mają często bardzo różne punkty widzenia i poglądy na wiele spraw.  Charlotte pragnie rodzinny, Samantha chce pozostać singielką do końca życia, Carrie zazwyczaj sama nie wie czego tak naprawdę chce. Miranda często wygląda jak chłopczyca w towarzystwie bardziej kobiecych koleżanek. Mają kompletnie różne charaktery, zawody i oczekiwania od mężczyzn. To, co jest piękne, to to, że to jest po prostu OK. Zazdroszczę im, że mają na tyle dystansu do siebie, że to, co robią na randce (albo czy w ogóle chodzą na randki), nie jest wyznacznikiem ich przyjaźni. One są w stanie siebie wysłuchać, przedstawić inny punkt widzenia, wesprzeć w trudnych momentach. A mnie ogarnia nostalgia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s